Coroczna szkolna Wigilia to w tej wspólnocie wydarzenie wyjątkowe – nie tylko z powodu tradycji, która łączy pokolenia uczniów, ale przede wszystkim dlatego, że pozwala na chwilę zatrzymać codzienny rytm, by dotknąć tajemnicy Boga, który przychodzi cicho, w prostocie, jak Dziecię z Betlejem.
Tegoroczne spotkanie rozpoczął ks. Witold Batycki, który odczytał fragment Ewangelii o narodzinach Jezusa. Jak co roku słowa Pisma Świętego wybrzmiały w przestrzeni szkoły z niezwykłą świeżością – tak, jakby były czytane po raz pierwszy, a jednak poruszały te same struny serca, które od wieków rozbrzmiewają zadziwieniem nad Bożą miłością. Po lekturze ks. Dyrektor złożył wszystkim życzenia, przypominając, że prawdziwa radość świąt rodzi się tam, gdzie panuje pokój, przebaczenie i życzliwość.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
A potem przyszedł moment chyba najbardziej poruszający – dzielenie się opłatkiem. Białe, kruche płatki chleba znów stały się znakiem tego, co najważniejsze: pojednania, wdzięczności, dobra, którego życzymy sobie nawzajem. Nauczyciele i uczniowie podchodzili do siebie z uśmiechem, czasem z lekkim wzruszeniem, jakby na chwilę znikały różnice pokoleń, a zostawała tylko wspólnota – prawdziwie rodzinna.
Po życzeniach cała szkoła zaniosła się śpiewem kolęd. Wśród nocnej ciszy, Lulajże Jezuniu, Bóg się rodzi – stare melodie, a jednak niosące ciepło, które potrafi rozjaśnić nawet najzimniejszy grudniowy dzień. Nie zabrakło też słodkiego akcentu – piernikowy poczęstunek stał się dopełnieniem spotkania. Pachniał dzieciństwem, domem i świętami; był jak małe przypomnienie, że Bóg wchodzi w nasze życie z delikatnością i słodyczą, a nie siłą. Patrząc na tę wigilię, trudno oprzeć się wrażeniu, że papieskie liceum naprawdę dba o to, by jego uczniowie nie tylko zdobywali wiedzę, ale przede wszystkim dorastali w klimacie chrześcijańskich wartości. Tutaj każdy czuje się zauważony, uszanowany i ważny. Tutaj tradycja jest nie muzealnym eksponatem, lecz żywą rzeczywistością, która uczy wrażliwości, wdzięczności i otwartego serca.
W świecie, w którym tak łatwo zgubić sens Bożego Narodzenia, takie chwile są bezcenne. Pokazują, że wspólnota wiary może naprawdę być jak rodzina. Że Ewangelia nie jest jedynie tekstem sprzed dwóch tysięcy lat, lecz światłem na dziś. I że Wigilia – nawet ta szkolna – może stać się małym Betlejem, w którym rodzi się pokój. Może właśnie o to chodzi: byśmy umieli zatrzymać się choć raz w roku i ucieszyć obecnością tych, których Bóg stawia obok nas. Bo kiedy dzielimy się opłatkiem, słuchamy Ewangelii, śpiewamy kolędy i łamiemy piernik, dzieje się więcej, niż widzą oczy. Rodzi się wspólnota – a wraz z nią nadzieja.
