Jak co roku pielgrzymka rozpoczęła się od Mszy świętej pod przewodnictwem biskupa. Pielgrzymów powitał wikary klasztoru o. Samuel Węgrzyn OFM.
– To właśnie w ukryciu dokonują się rzeczy najważniejsze. Wiara nie zaczyna się od tego, co można pokazać innym. Potrzebuje ciszy, modlitwy, prawdy o sobie i relacji z Bogiem, której nie da się sprowadzić do religijnej dekoracji. Człowiek może wyglądać na silnego i jednocześnie mieć wyschnięte korzenie. Może też przeżywać czas ciemności, w którym pozornie nic się nie dzieje, a właśnie wtedy Bóg wykonuje najgłębszą pracę – powiedział biskup w homilii, zachęcając, by swoje życie oprzeć na Bożej skale.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zaapelował też o duchowy remanent w sercu, które może być skarbcem, ale także złomowiskiem, wypełnionym gromadzonymi przez lata urazami, zazdrością, gniewem. Za wzór postawił Maryję, która w sercu zachowywała wszystkie sprawy, także te, których nie była w stanie po ludzku zrozumieć. – To, co magazynujemy w sercu, staje się chlebem, którym później karmimy ludzi na zewnątrz. Co jest w twoim sercu? – zapytał biskup.
Reklama
– Jesteśmy w domu Matki. Ona była pierwszą pielgrzymującą Kościoła. Kiedy szła z pośpiechem do Elżbiety nie miała mapy, ale miała w sobie „największy kompas” – Słowo, które stało się ciałem pod Jej sercem – stwierdził biskup Ważny. Zaapelował także o mądrość języka, przestrzegał przed „kanapową religijnością” opartą jedynie na wzruszeniach i zachęcał, by nasza dojrzała duchowość „brudziła sobie ręce służbą”.
Takie jest pielgrzymowanie – to krótki wycinek życia, który w codzienności trzeba dalej rozwijać, dbając o relacje z Bogiem i innymi ludźmi. Pobyt w sanktuarium może być duchowym SPA i resetem, nie można jednak na tym poprzestać. Trzeba przyjąć postanowienia na codzienne życie, by pobyt w sanktuarium nie stał się wizytą turystów, ale zaowocował podjęciem nowego, Bożego projektu na życie.
Po Eucharystii pielgrzymi wyruszyli na Kalwaryjskie Dróżki. To symboliczne połączenie swojej codzienności z życiem Jezusa i Jego Matki. Przejście dróżek nie jest więc jedynie powtórzeniem znanego rytuału i powieleniem pobożności poprzednich pokoleń. Staje się okazją, by własne doświadczenia zobaczyć w perspektywie Ewangelii: to, co boli, co wymaga cierpliwości, ale także to, co przynosi wdzięczność i nadzieję. Z takim doświadczeniem pielgrzymi wrócili do swoich parafii i domów. Oby wszystkie niełatwe drogi życia mieli siły przemierzać w Bożej obecności i natchnieniu. Oby napełniali się dumą z tego, czym są w oczach Boga.
