Gdy modlimy się słowami Ojcze nasz, prosimy także: "I odpuść nam
nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom...". Nie zawsze
uświadamiamy sobie wtedy, jak bardzo bylibyśmy biedni, gdyby Ojciec
Niebieski przyjął tę prośbę w jej dosłownym znaczeniu. Gdybyśmy choć
przez moment pomyśleli, jak wiele jest w naszym życiu tego nie-przebaczania...
Bóg darowuje nam cały ogromny dług naszych grzechów. Wystarczy wspomnieć
tylko te tysiące konfesjonałów w naszych kościołach. Prosimy pokornie:
Boże, miej litość dla mnie, grzesznika, a równocześnie wołamy bezwzględnie,
jak ten z Ewangelii: "Oddaj, coś winien!". Tę naszą niekonsekwencję
uświadamia nam także dzisiaj św. Paweł w Liście do Rzymian: "Nikt
z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem
żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana".
Bo do Niego należymy i w życiu, i w śmierci. To przypomnienie Apostoła
stawia przed naszymi oczami dwa istotne momenty: Nikt z nas, chyba
że ktoś bardzo bezkrytyczny i naiwny, nie sądzi, że sobie samemu
zawdzięcza życie. Bóg jest naszym Stwórcą, do Niego należymy. Ale
On nas nie tylko stworzył, lecz także w swoim Synu Jednorodzonym
zbawił nas. To Ojciec Niebieski w Jezusie Chrystusie pokutował za
nas na krzyżu.
Nie chcąc zrozumieć konieczności darowania win naszym bliźnim,
narażamy się na ten słuszny Jezusowy wyrok: "Sługo niegodziwy! Darowałem
ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś
był ulitować się nad swym współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?"
. I ta przestroga: "Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie" (
Łk 6, 38). Miłosierdzie Boże nie zna granic.
Przeżywaliśmy niedawno pielgrzymkę Ojca Świętego do jego
i naszej Ojczyzny. Nasze serca napełniała jego wiara i miłość, z
jaką głosił rodakom Boże Miłosierdzie. To była nie tylko konsekracja
Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. To były wielkie rekolekcje,
w których uczestniczyliśmy, słuchając jego wezwania, tak wiele razy
powtarzanego: Nie lękajcie się! Ufajcie!
1 września 2026 roku uczniowie wrócą do szkoły, która ma być bardziej nowoczesna, praktyczna i przygotowana na przyszłość. Tak przynajmniej brzmią ministerialne zapowiedzi. Kiedy jednak spojrzymy na listę zmian, można odnieść wrażenie, że po raz kolejny najłatwiej reformuje się szkołę zza ministerialnego biurka. A rachunek za reformę dostaną nauczyciele.
„Kompas Jutra” – nazwa brzmi znakomicie. Kompas powinien jednak wskazywać kierunek. Tymczasem polska szkoła od lat przypomina statek, na którym każda kolejna ekipa przestawia ster, wymienia mapę i zapewnia załogę, że właśnie rozpoczyna się najważniejszy rejs w historii oświaty. Od września nowa podstawa programowa obejmie przedszkola oraz klasy I i IV szkoły podstawowej. W kolejnych latach reforma będzie wchodziła do następnych roczników. Niby mniej szczegółowej wiedzy, więcej kompetencji, doświadczeń i praktyki – przekonuje MEN, ale gdzie wychowanie? W klasach IV–VI pojawi się trzygodzinna przyroda, łącząca biologię, geografię, fizykę i chemię. Zajęcia mają odbywać się również w co najmniej dwugodzinnych blokach.
Katastrofa polskiego autokaru z pielgrzymami jadącymi z Medjugorie spowodowała falę komentarzy i pytań o Bożą niesprawiedliwość, gdy ludzie - przecież jadący, by się modlić lub wracający z modlitwy - giną tragicznie lub odnoszą ciężkie obrażenia. Dla ludzi dalekich od wiary jest to argument na bezsensowność religii, a dla wierzących - trudne pytanie. Jak to zatem jest?
Po pierwsze, modlitwa, pielgrzymka, wszelkie pobożne praktyki to nie "zarabianie", jakaś wymiana z Bogiem za szczęście, bezpieczeństwo, zdrowie. Są one wyrazem wiary, praktyką wynikającą z tego, czym wiara w istocie jest, czyli z relacji z Bogiem. Nie można więc traktować tej sytuacji jako niesprawiedliwości Boga, który nie wziął pod uwagę zasług lub dobrych celów. To nie tak.
Jest w „Mistyczce” - filmie zrealizowanym przez Rafael Film o Alicji Lenczewskiej - jedna scena, po której nie sposób wyjść z kina obojętnym. Alicja zamawia Mszę świętą i wypowiada: „Chcę ofiarować swoje życie za życie mojego brata”.
Kilkanaście lat temu otrzymałam propozycję od jednego z wydawnictw, bym napisała biografię Alicji Lenczewskiej. Odmówiłam. Bałam się, i mówię to bez wstydu, że nie mam kompetencji, żeby pisać o kimś, kto rozmawia z Jezusem. Historię potrafię zweryfikować w archiwum, relację świadka mogę nagrać i opisać, medialne studium przypadku mogę przygotować, ale mistyka? Ona nie zostawia po sobie akt. Zostawia tylko zeszyty, w których ktoś zapisuje zasłyszane z Góry słowa. Gdy odmówiłam wydawcy, miałam poczucie, że w ten sposób zamknęłam ten temat na zawsze.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.